Pizza na śniadanie, koń, łódka i w drogę – kierunek Rift.
Po drodze pierwszy z kolosów. Wokół pełno pniaków – ktoś tu ostro wycinał las.

Czerwony słup światła widać z daleka.

Na wprost – prosto w czerwień.

Pod samym Riftem rośnie miasteczko namiotów.

Wszystkie kolosy już skończone, a między nimi stoją machiny wojenne. Będzie się działo.

Trochę brzozy, ścięta, pocięta na kłody i 43 trzonki. Na zboczu wyrównany kawałek ziemi, wysoki płot z okrąglaków, brama z zamkiem – i mamy własną zagrodę.
Namiot rozbity, koń bezpieczny za płotem.

Rift o zmierzchu.

Ognisko rozpalone, trawa posadzona – obóz gotowy.

A w nocy wygląda jeszcze lepiej.
