Zwiedzamy dalej – Piramide Bridge. Długi, prosty most z kamienną balustradą i latarniami, a na horyzoncie spiczasta góra. Zobaczymy, czy dalej faktycznie będzie piramida.

Jest i piramida – ktoś zamienił całą górę w idealny ostrosłup. Nocą jej sylwetka odcina się od rozgwieżdżonego nieba, a u podnóża świecą latarnie.

Piramida z bliska, a obok wschodzi różowy księżyc. Na samym szczycie sterczy iglica, a wzdłuż podstawy ciągnie się rząd latarni.

Pod samą ścianą – całe zbocze wyłożone kamiennymi płytami, które ciągną się aż po iglicę na szczycie. U podnóża brukowana droga z latarniami, a nad piramidą drugi, turkusowy księżyc.

Bok piramidy wzdłuż drogi – ściana ciągnie się daleko poza kadr, a u jej stóp rząd latarni. Z prawej przycupnął mały warsztat z czerwonym wozem.

Wchodzimy na szczyt 🙂 Wspinaczka po kamiennych płytach w deszczu – iglica na wierzchołku jeszcze daleko, a zbocze robi się coraz bardziej strome.

Jestem na szczycie! Na marmurowej platformie stoi kamienny słup, a przy nim drewniana tabliczka: "Wherever you goes, deaths follow. The smell of blood fills the air, and you leaves a trail of corpses in his wake, you also yearns for great power, and does not rely on the help of others."

Widok ze szczytu z końskiego grzbietu – w deszczu morze, zalesione wzgórza i góry na horyzoncie.

Ze szczytu piramidy wracam przez Glasshollow do The Fortress – tym razem inną drogą, od północy mapy.
Glasshollow od północy – kotwica podniesiona, odbijam łodzią od brzegu. Jesień w pełni – złote liście na drzewach i w płytkiej wodzie.
