Tym razem ogr. Wielki, wyszczerzony, z maczugą na karku i w fioletowej przepasce – patrzy z góry, jakby się zastanawiał, od której strony mnie zacząć. Obok kręcą się ogre mage, a pierwszy rift ogre już leży.

Trzech przyjemniaczków naraz. Ogry z tasakami w górze wchodzą prosto w tłum jeźdźców, w nocnym deszczu, tuż pod kolosem i czerwonym słupem. Ten w środku już oznaczony – do roboty.

Ciężkie rany. Ogry tną wyjątkowo mocno – udo, łydka, pierś, brzuch – a rift warmaster dokłada „deadly hard” w nogę. Świat cały we krwi. Bogowie jeszcze próbują ratować sytuację: Magranon daje Frantic Charge, Vynora Excel, Fo Willow Spine. Wycofuję się pod drzewa, póki nogi niosą.

Już warmaster – od strony tyłka, bo z tej perspektywy widać go najlepiej. Wielki szakal w złoconej łusce, z sierpem w łapie, zasłania całe niebo.

A topór robi swoje: tnę go „deadly hard” w prawą łapę, a broń dodatkowo go mrozi. Na ekranie postaci widać, ile mnie to wszystko kosztowało, a w plecaku już dwie zwłoki championów.

Warmaster nie odpuszcza. Zamachnął się szeroko i ciął wszystkich przed sobą, a potem zaczął mnie palić – raz za razem, sekunda po sekundzie. Cały świeci na złoto, a na domiar złego healing turret Riftu łata go regenerującymi kulami. Mój topór tylko ślizga się po jego zbroi.

Od dupy strony, dosłownie. Ogre mage z laską w łapie i w fioletowej przepasce stoi nade mną tak, że widać tylko łydki, pośladki i karwasze. Nie jest to najpiękniejszy widok wieczoru, ale chwilę później young rift ogre mage już leży.

Już po wszystkim. Ostatnie bestie leżą, przy ołtarzu palą się serca Riftu, a my przesiadamy się z toporów na kilofy. Na polu wyrosły rift crystals – jedne dają tylko odłamki kamienia, z innych udaje mi się wydobyć cały kryształ. Kopiemy, póki się nie rozsypią.

I widok po. Noc, cisza, a całe pole aż po obóz usłane ciałami – ogry, bestie, szakale. Było ciężko: przez godzinę walki zebrałem ponad 170 trafień, a log naliczył ponad pięćset padłych potworów. Teraz już tylko oprawianie – mięso, serce rift castera – i grzebanie zwłok.

Powrót po ciężkim boju. Bloodwalt na lince, kotwica w górę i „tr” sunie z powrotem przez jezioro. Złote nocne niebo, góra odbija się w gładkiej wodzie, a w plecaku kryształ i zwłoki championów. Zbroja do naprawy, rany do zagojenia – do zobaczenia przy następnym Rifcie.
